Rolnicy na emeryturze

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej sprzeciwiają się wprowadzeniu wcześniejszych emerytur dla rolników. Zamiast mnożyć przywileje, powinniśmy je ograniczać.

Biorąc pod uwagę kondycję finansów publicznych oraz fatalne prognozy demograficzne, rząd powinien skupić się przede wszystkim na działaniach, które spowodują, że Polacy dłużej zostaną na rynku pracy.

Projekt Polskiego Stronnictwa Ludowego, który trafił właśnie do Sejmu zakłada, że przez najbliższe pięć lat rolnicy mogliby odchodzić na emeryturę wcześniej niż inni Polacy: kobiety w wieku 55 lat, a mężczyźni 60. Warunkiem jest trzydziestoletni staż pracy. Jednak nie musi on w całości odbywać się na gospodarce – do nabycia prawa do wcześniejszego świadczenia wystarczy 25 lat pracy w rolnictwie, czyli pięć lat mniej niż według obowiązującego prawa. Autorzy projektu szacują, że z przywilejów będzie korzystać ok. 2200 osób rocznie, co oznacza dodatkowe obciążenie budżetu państwa 600 mln zł.

– Biorąc pod uwagę, że właśnie trwa wdrażanie planu oszczędnościowego, aby zapobiec poważnemu kryzysowi finansów publicznych, takie postulaty budzą nasze duże zdziwienie – mówi Magdalena Janczewska, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP. W jej ocenie obecnie należy skupić się przede wszystkim na działaniach, które spowodują, że Polacy dłużej zostaną na rynku pracy.

– Jeśli mamy na uwadze przyszłe pokolenia, to warto przeanalizować prognozy demograficzne. Mówią one jasno, że nasze społeczeństwo się starzeje i sukcesywnie będzie spadać liczba osób w wieku produkcyjnym. Oznacza to mniejsze wpływy do budżetu z tytułu podatków i większe koszty emerytalne po stronie państwa. A to oznacza katastrofę – ostrzega Magdalena Janczewska. Dlatego zdaniem eksperta zamiast mnożyć przywileje, powinniśmy je jak najbardziej ograniczać.

Rozważnych i konstruktywnych zmian wymaga także funkcjonowanie Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, do której budżet państwa dopłaca rocznie ponad 15 mld złotych. - System emerytalny KRUS bezdyskusyjnie wymaga reformy. Przede wszystkim dlatego, że powstał on w odpowiedzi na potrzeby rolnictwa zupełnie innego niż to, które mamy obecnie – wyjaśnia Janczewska. Po roku 1990 systematycznie zmniejsza się liczba gospodarstw rolnych. Wśród gospodarstw indywidualnych postępuje proces polaryzacji polegający na zwiększaniu się liczby tych najmniejszych i największych, kosztem średnich. Obecnie coraz częściej gospodarstwo rolne niczym nie różni się od przedsiębiorstwa – zatrudnia wielu pracowników, posiada zorganizowaną strukturę, jest nowocześnie wyposażone.
Dziś już nie ma więc potrzeby utrzymywania uprzywilejowanej pozycji wszystkich rolników. Dodatkowo takie uprzywilejowanie powoduje również powstawanie szarej strefy. Część przedsiębiorców stara się o status rolnika tylko po to aby unikać płacenia składek i podatków. - Prace nad nowym systemem trzeba rozpocząć od stworzenia jednej i spójnej definicji rolnika i gospodarstwa rolnego. Ta definicja przede wszystkim powinna ograniczyć szarą strefę – uważa Janczewska.

Zaloguj się Logowanie

Komentuj